2017-12-14

Nowy członek rodziny

Bella jest z nami już od połowy września :)

Nad przygarnięciem pieska zastanawialiśmy się
bardzo długi czas, ponieważ bardzo dużo podróżujemy,
wynajmujemy mieszkanie i często nie ma nas
w domu. Było więc dużo wątpliwości, ale w końcu
zostały rozwiane.Zawsze chciałam mieć pieska
w domu, nie na podwórku, tylko w domku. Takiego,
który leżały ze mną, kiedy oglądam tv i z którym
muszę wychodzić na spacery. Piotrek miał pieska
u siebie w domu, więc dla niego to nie jest zbyt
duża zmiana. Ja do Belli musiałam się jednak
troszkę przyzwyczaić. O psie rozmawialiśmy wtedy
już od dłuższego czasu, najpierw był to dla nas głupi pomysł, ale z racji tego, że przede wszystkim ja bardzo chciałam go mieć zaczęliśmy rozmawiać pod takim kątem co trzeba przy tym piesku robić, kto kiedy będzie z nim wychodził, co zrobimy z nim kiedy będziemy w pracy/ na uczelni, ile pieniędzy trzeba na niego przeznaczać. Później był etap sprawdzania ogłoszeń, a jeszcze później pytania znajomych czy takowego pieska nie mają na wydanie.
Przy wybieraniu pieska też było dużo dyskusji i kompromisów. Ja koniecznie chciałam mieć buldoga francuskiego blue, ale Piotrek nie chciał "małego" psa. On chciał pitbull'a.. Tyle, że mnie się nie za bardzo ten pomysł podobał. W efekcie naszych dyskusji ja zgodziłam się na amstaffa, a Piotrek musiał koniecznie szukać blue. Tak więc w końcu się dogadaliśmy, znaleźliśmy, ale nadal były wątpliwości. Aż pewnego pięknego popołudnia, w środę po pracy stwierdziłam, że kupujemy pieska właśnie dziś i trzeba koniecznie po niego jechać, bo inaczej nigdy tej decyzji nie podejmiemy. I tak się stało, wyjechaliśmy z Wrocławia o godzinie 16, w Toruniu byliśmy, o ile dobrze, pamiętam nieco po 19. Imię dla niej wybraliśmy po drodze i w sumie było to pierwsze imię jakie przyszło mi do głowy, a Piotrek od razu się zgodził. W domu byliśmy po 2.. Szukaliśmy sklepu, żeby kupić jej o tej porze jedzenie. To było trochę szaleństwo, ale nie chciałam czekać i bardzo się ciesze.
Bella teraz ma już 4 miesiące, ma piękne ząbki i jest bardzo silna. Szybko się uczy, dużo do niej mówimy, dzięki czemu dużo rzeczy, które jej tłumaczymy np. jak coś źle zrobi, ona już rozumie i dobrze nam to komunikowanie w większości wychodzi. Jak na takiego jeszcze malutkiego psa jest naprawdę inteligentna.
Ona kocha wszystkich, kiedy idziemy na spacer zawsze musi się przywitać ze wszystkimi sąsiadami, których mijamy, ze stróżem na osiedlu i wszystkich już doskonale poznaje. Wszystkich kocha, co jest mega urocze i zapewne trochę jej się to jeszcze zmieni (chociaż mogłoby się nie zmieniać i mam nadzieje, że jednak tak będzie). Jest z nami w każdej chwili kiedy tylko oczywiście może, bo niestety, ale na uczelnie nie mogę jej zabrać ;) Myślę, że lubi jeździć autem, a w każdym bądź razie nawet jeśli nie lubi,  to dobrze znosi podróże, nie "marudzi", grzecznie sobie siedzi, leży, albo śpi, rzadko zdarza jej się bawić, albo oglądać widoki przez okno. Bardzo się z tego faktu cieszymy, bo dużo jeździmy i nie chciałabym, żeby się męczyła. Najchętniej cały czas chciałaby się przytulać, to jest jej ulubione zajęcie, a potem dopiero jest sen, zabawa, jedzenie i inne.

Pierwsze problemy ze skórą (które są dosyć częste u blue) już są prawie za nami. Mam nadzieje, że za wiele ich nie będzie. Bella przechodziła, w zasadzie jeszcze troszkę do pełnego zakończonego leczenia czasu pozostało, a więc przechodzi nużeniec. Jest to choroba wywoływana przez pasożyta, który żyje w mieszkach włosowych i po prostu wygryza jej sierść. W niedzielę byliśmy z nią u weterynarza, dostała lekarstwo i dosyć szybko zaczęło jej się to poprawiać, bo już we wtorek zauważyliśmy, że miejsce bez sierści zaczyna znowu porastać, więc mega się ucieszyłam. Kolejna dawka leku czeka na nas dopiero 10 stycznia, ale mimo to cieszę się, że tak szybko widać efekty leczenia i że lekarz szybko stwierdził co to za choroba. Stąd też na zdjęciach poniżej możecie zauważyć u niej właśnie wyłysiałe miejsca.

Bardzo się ciesze z tego, że jednak mamy Bellę, że podjęliśmy taką, a nie inną decyzję i mimo, że czasem mega strasznie nam dokucza, jesteśmy na nią źli, albo zwyczajnie nie mamy do niej siły, nie zamieniłabym jej na nic, ani nikogo innego. Jest straszną "pocieszką" i kocham, kiedy przychodzimy zmęczeni do domu, a ona rzuca się na nas już w drzwiach i przewraca nas z radości, że w końcu wróciliśmy do domku.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 om den lille , Blogger